Rozdział Trzydziesty "Matka"

Tytuł: "Poza kontrolą" Rozdział Trzydziesty "Matka"
Fandom: Kuroko no Basket

— Cześć, mała dziennikareczko.
Imayoshi swobodnie pomachał ręką i uśmiechnął się w ten charakterystyczny lisi sposób. Przez ramię miał niedbale przerzuconą sportową torbę. Nie czekając na pozwolenie, podszedł do łóżka i ulokował ją w nogach dziewczyny, po czym usadowił się na krześle. Michiru czuła na sobie jego spojrzenie — lustrował ją uważnie spod półprzymkniętych powiek z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
— Dawno cię tu nie było, Shouichi. — Hanamiya zablokowała telefon i odłożyła go na szafkę nocną. 
Od tych wszystkich prezentów zrobił się tam mały bałagan i musiała się w sobie zebrać, by zrobić niewielkie porządki. Właściwie nie tylko tam. Blat zajmowały kwiaty od Ryouty, przytulanka Kazunariego i odżywki znalezione w drogerii przez Satsuki. Tych ostatnich nie zdążyła schować do większej kosmetyczki, ponieważ dopiero co wróciła spod prysznica i rozczesała skołtunione włosy. Musiała przyznać, że w kobiecych sprawach przyjaciółka miała oko równie dobre co do układania strategii gry koszykarzy. Resztę kosmetyków Michiru trzymała w szafie razem z posegregowanymi ubraniami na te nadające się do noszenia oraz do prania. Książkę od Tetsuyi rzuciła niedbale na stos podręczników i notatek pod łóżkiem. Obok niego leżał laptop w pokrowcu i modem umożliwiający korzystanie z bezprzewodowego Internetu, jednak dziewczyna korzystała z tych urządzeń rzadko. Sprawcą takiego stanu rzeczy był nie kto inny jak lisi okularnik, który oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu, że nie wolno jej siedzieć przed monitorem dłużej niż dwie godziny dziennie. A młoda literatka posłusznie wolała nie narażać się na gniew przyjaciela.
— Mam nadzieję, że w duszy się za mną stęskniłaś, chociaż nie cieszysz się jakoś wyjątkowo, że cię odwiedziłem, co? — Wyuczonym gstem poprawił okulary. Brunetka spojrzała w bok, unikając czujnego spojrzenia starszgo kolegi. Widok Imayoshiego w progu nie zwiastował nic dobrego, jeżeli w Tokio przebywał Nijimura, z którym rozmowa poprzedniego dnia brzmiała jak deklaracja wobec byłego kapitana z Akademii Touou. 
Prowokujesz go, zapytała w myślach. Co chcesz tym osiągnąć, Shouichi? A może to tylko twoja męska duma i ambicja?
Postanowiła to przemilczeć i podjąć grę.
— Nikt przynajmniej nie wpychał we mnie szpitalnego jedzenia — stwierdziła z zadowoleniem i uśmiechnęła się kącikiem ust. Spojrzała na nastolatka roziskrzonymi zainteresowaniem oczami.
— Przecież tłumaczyłem ci, że musisz być grzeczną dziewczyną i jeść przynajmniej trzy posiłki dziennie — westchnął z dezaprobatą.
— Ale przecież jem — zaoponowała z teatralną przesadą. — Tylko że tyle, ile potrzebuję, a nie tyle, ile próbują ci sadyści we mnie wmuszać. Pielęgniarki mówią, że moja waga wzrasta, więc dałbyś już spokój. — Przewróciła oczami.
— Wy, Hanamiyowie, jesteście zbyt uparci, żebym tracić całe dnie na przemawianie jednemu i drugiemu do rozsądku — uznał. — Ale nie martw się, mała dziennikareczko. Napisałem wszystkie egzaminy na uczelnie, więc teraz będę miał dużo czasu, by cię pilnować — ton jego głosu stał się pewniejszy. Na ustach pojawił się uśmiech pełen satysfakcji. Mimo że w tym starciu definitywnie zwycięstwo odniósł okularnik, Hanamiya nie mogła nie odczuć zadowolenia z odwiedzenia przyjaciela od niewygodnego tematu.
— Co słychać w domu? — zmieniła temat.
— Nie wiem, kto gwiazdorzy bardziej: sadystyczna księżniczka czy ta mała diva. Czasem wierzę, że jak któregoś pięknego dnia przyjdę, oboje się pozabijają, ale za każdym razem uparcie dyszą. Ostatnio oberwałem z kota w twarz, to nie jest miłe uczucie, wiesz?
Zachichotała. Niby nie powinna śmiać się z przemocy wobec zwierząt, którą z powodzeniem uskuteczniał Makoto, ale w rywalizacji pomiędzy Kiyoshim a jego właścicielem było coś wywołującego uśmiech na twarzy.
— Ale przynajmniej dałeś mu trochę miłości? — Opanowała rozbawienie. W jej głosie wybrzmiała jedynie troska.
— Komu? Kiyoshiemu czy Hanamiyi?
— Shouichi! — W afekcie chwyciła pluszaka i z całej siły cisnęła nim w bruneta. Najwidoczniej nie miała jej za dużo, skoro zaskoczony chłopak bez najmniejszego problemu chwycił przytulankę. Odchylił się jednak do tyłu tak bardzo, że stracił równowagę. Głośny huk rozszedł się po pomieszczeniu, gdy nieco ponad siedemdziesiąt kilogramów ludzkich mięśni zaliczyło spotkanie trzeciego stopnia z podłogą. Michiru instynktownie zasłoniła rękoma uszy, ale zorientowawszy się w sytuacji, zaniepokojona wyskoczyła z łóżka. Analitycznym spojrzeniem obrzuciła leżącą u jej stóp męską postać.
— Pan miś uratowany przed okrucieństwem nieczułej dziennikareczki. Takao byłby niezadowolony, że traktujesz tak prezent od niego. — Imayoshi uśmiechnął się zawadiacko. Jedną ręką rozcierał tył głowy, drugą z maskotką wystawił w stronę literatki. Michiru przykucnęła i odebrała własność, po czym ujęła wyciągniętą dłoń w swoją własną, drżącą i mocno ścisnęła.
— Przepraszam, Shouichi! Na wszystkie świętości, nic ci się nie stało? Może zawołam pielęgniarkę? — wyrzucała z siebie słowa z przerażającą prędkością. 
— Nie dramatyzuj, dziennikareczko — skarcił dziewczynę, po czym z trudem podniósł się do siadu. Michiru bezwładnie upadła niczym marionetka, której obluzowano sznurki. — Trochę mnie głowa boli, ale to wszystko.
— To może ja… — Już miała wstać i wyjść z pomieszczenia w poszukiwaniu fachowej pomocy, ale powstrzymał ją mocny uścisk palców Imayoshiego. Przytuliła misia do piersi, próbując uspokoić kołatanie w klatce piersiowej, przyspieszony oddech i drżenie ciała. Instynktownie obwiniała się o stan bruneta. Gdyby go nie zaskoczyła, cała ta sytuacja nie miałaby nigdy miejsca. A przecież przyszedł tutaj ze względu na nią, a ona…
— Michiru, nic mi nie jest — zapewnił cicho i spokojająco pogładził drugą ręką wewnętrzną stronę przedramion dziewczyny. Zauważył miejsca po wkłuciach i parę zielono-żółtych siniaków po nieudanych próbach. Nie uśmiechał się już. Nachylił się w stronę nastolatki tak, by ich twarze znalazły się na podobnym poziomie. — Michiru. Spójrz na mnie. — Posłusznie uniosła głowę. Musiała przełknąć głośno ślinę, gdy zdała sobie sprawę, jak blisko okularnika się znajdowała. Była zbyt sparaliżowana, by wykonać najmniejszy ruch. Nie wiedziała właściwie, czy to z powodu niespodziewanego upadku Shouichiego, czy afenfosmofobii. — To nic, rozumiesz? — powtórzył. Opuściła i podniosła brodę na znak zrozumienia. Imayoshi uśmiechnął się w swój charakterystyczny sposób. — Grzeczna dziewczynka — zaaprobował.
Z amoku Hanamiyę wyrwało pukanie do drzwi. Jak oparzona odskoczyła od przyjaciela i głośnym, ale drżącym głosem zezwoliła na wejście. Gdy tylko gość pojawił się w progu, licealistka miała ochotę zapaść się pod ziemię, a najchętniej ukryć pod nią lisiego okularnika.
Zmarszczka między brwiami Nijimury była równie głęboka jak Hanamiya blada.
— Co tutaj się…? — zapytał, przenosząc wzrok z zadowolonego z obrotu spraw byłego kapitana z Akademii Touou na wystraszoną młodą literatkę. 
— Cześć. — Imayoshi posłał młodszemu chłopakowi firmowy uśmiech, jakby bolesne uderzenie nie wywołało żadnego wrażenia.
— Cześć — odpowiedział chłodno, zamknął drzwi. Nic sobie nie robiąc z obecności okularnika, wyminął go i przykucnął przed przyjaciółką. — Nie powinnaś siedzieć na zimnej podłodze, Michiru. Wracaj do łóżka — poprosił łagodnym tonem, podając jej rękę. Jego twarz rozpogodziła się w momencie, gdy stracił lisa z widoku.
— Przepraszam — mruknęła, ukrywając wzrok za kaskadami włosów. Zacisnęła palce na pluszaku. — Martwiłam, że stało się coś Shouichiemu, bo się przewrócił i tak jakoś… — usprawiedliwiła się nieśmiało. Wiedziała, że wspomnienie o byłym kapitanie Touou mogło zadziałać na Nijimurę jak płachta na byka.
— Teraz to nieważne — zakończył pojednawczo. Nie wyczuła w jego głosie napięcia czy złości, więc kąciki jej ust machinalnie powędrowały do góry. Niepewnie chwyciła dłoń przyjaciela i z jego pomocą usiadła na materacu. — Przykryj nogi, przewietrzę tu trochę — zarządził, ostentacyjnie wymijając ciągle leżącego na podłodze poszkodowanego.
— Mnie też mógłbyś pomóc. Jesteś taki nieczuły, Nijimura — skomentował Shouichi. Hanamiya zauważyła, że gdy się podności, zmarszczył brwi, jakby odczuwał skutki upadku, których istnieniu uparcie próbował zaprzeczać. Nie odezwała się jednak ani słowem, po prostu spełniła prośbę Shuuzou. 
Uchylił okno. Sztywne ruchy i zaciśnięte w wąską linię usta świadczyły o tym, że naprawdę starał się nie ulec jawnym prowokacjom Imayoshiego. Rozmowa na jego temat mocno wryła się w pamięć brunetki, całą uwagę skupiła na tym, jak wybrnąć z tej sytuacji. A przecież była patowa: żaden z nastolatków nie miał najmniejszego zamiaru ustąpić drugiemu, ba, tym bardziej oddać pałeczki pierwszeństwa.
Oprócz tego, że się o ciebie martwię, Michiru, jestem też cholernie zazdrosny.
Ty też jesteś zazdrosny, Shouichi, zapytała w myślach.
Materac ugiął się pod ciężarem Nijimury, który bez najmniejszego skrępowania zajął miejsce na łóżku. Imayoshi uśmiechnął się znacząco, postawił krzesło i ciężko na nim usiadł. Hanamiya przełknęła ślinę, patrząc to na jednego to na drugiego, obejmując przytulankę od Takao obiema rękoma. Właściwie potrzebowałaby lekkoducha pokroju rozgrywającego, by rozluźnić atmosferę, którą w tamtym momencie dało się kroić nożem. Michiru w najmniejszym stopniu nie podobało się to napięcie, ta niema walka o jej uwagę, te wyzywające spojrzenia. Poczuła się jak trofeum do zdobycia i zaczęło ją mdlić na tę myśl.
— Wracając do naszej rozmowy — ciszę przerwał Imayoshi, nie zwracając większej uwagi na skrępowanie brunetki. Z pełną premedytacją objął taktykę ignorowania przyjaciela dziewczyny z gimnazjum, jakby chciał jeszcze bardziej rozjuszyć niczemu przecież niewinnego Nijimurę. Obiektywnie nie zrobił nic złego, jedynie uparcie wchodził na ambicję okularnikowi, ale nie czynił to nie ze względu na chęć utarcia mu nosa, tylko na Michiru — przyniosłem ci parę pierdół, dziennikareczko. Jakieś książki, parę koszulek, kilka par legginsów i, oczywiście, moje ulubione majteczki w misie. Dokopałem się też do jakiejś granatowej bluzy, wziąłem ją, bo była męska, a Hanamiya nie byłby zachwycony, gdyby ją znalazł.
— Zaraz, chwila. — Zmrużyła oczy. — Znowu grzebałeś w mojej bieliźnie? Shouichi, prosiłam cię, żeby pakował ją Makoto — przypomniała karcącym tonem. — A tak poza tym dlaczego przewróciłeś mi szafę do góry nogami? Byłam pewna, że upchnęłam ją na samym dnie.
— Tak się traktuje moje ubrania, Michiru? — wtrącił Nijimura żartobliwie. Nie wyglądałby, jakby wspomnienie majtek dziewczyny zrobiło na nim jakiekolwiek wrażenie. Albo przynajmniej dobrze to ukrywał, nie chcąc dać satysfakcji Imayoshiemu.
— No bo gdyby Makoto znalazł… — burknęła, spuściwszy głowę. Nerwowo odgarnęła kosmyk włosów za ucho. Chciała, by wydarzyło się cokolwiek, co rozluźniłoby atmosferę: wtargnięcie pielęgniarki, lekarza, apokalipsa zombie lub zderzenie enigmatycznej komety z tokijską kliniką. Nic z tego jednak nie miało miejsca, poczuła za to delikatny dotyk znajomej dłoni na swojej głowie.
— Jeżeli Hanamiya próbował zrobić ci krzywdę, wymyśliłbym coś, żeby raz na zawsze wybić mu to z głowy. Nie musisz cały czas myśleć, czego nie robić, by go nie zdenerwować. Od tego, żeby postawić go do pionu, masz mnie — zapewnił. Shouichi odchrząknął znacząco. — No i tego drania obok — dodał pojednawczo, nie darując sobie teatralnego westchnięcia.
— Nie chwaliliście się, że terapia jednak pomaga. Jak ostatnio rozmawiałem z doktorem Miyazakim, mówił, że zatrzymaliście się z Takao na macaniu łapek — zmienił temat. Hanamiya uniosła lekko głowę, pozwalając chłopakowi dalej gładzić włosy. Kojący dotyk Nijimury sprawiał, że nieco się odprężyła, a napięta atmosfera aż tak bardzo jej nie przytłaczała. Uśmiechnęła się lekko, rozluźniła uścisk palców na przytulance.
— Nie dzięki terapii. Po prostu Shuuzou… Jakoś tak… Nie wiem, po prostu tak wyszło — nie potrafiła sensownie sformułować myśli. 
— Rozmawiałaś o tym z Miyazakim? Może z Nijimurą…
— Nie — odpowiedziała bez wahania, nie pozwalając okularnikowi dokończyć zdania. —Nie chcę go w to mieszać. Te sesje są… wiesz, że mogę stracić kontrolę.
Wszystkie mięśnie twarzy byłego kapitana Teikou się napięły. Przestał przeczesywać włosy przyjaciółki, opuścił rękę i zacisnął w pięść. Młoda literatka mogła przypuszczać, że wspomnienie o udziale w terapii Imayoshiego i jej natychmiastowe zanegowanie chęci zajęcia w niej miejsca przez Nijimurę wywoła zdenerwowanie, nawet irytację. Ale nie chciała tego. Nie chciała narażać nastolatka na ryzyko zobaczenia kolejnego ataku histerii w jej wykonaniu. Wystarczająco dużo przeszedł, w dodatku sukcesywnie zapewniała mu zbyt wiele wrażeń do tej pory.
— Miało to miejsce na początku, tylko raz czy dwa, odkąd zacząłem brać w nich udział. Przy Takao było już wszystko w porządku. Nie dramatyzuj, dziennikareczko. Pozwól chłopakowi spróbować — zaproponował z firmowym uśmiechem. Wstał, poprawił koszulkę, po czym dorzucił: — Idę porozmawiać z panem doktorkiem, a wy przegadajcie ten temat jak grzeczne dzieci. Tylko bez kłótni mi tu.
— Pieprzony prowokator — mruknęła, gdy tylko drzwi się za nim zamknęły. Nie miała odwagi spojrzeć na Shuuzou. Wiedziała, że po raz kolejny złamała dane mu słowo i miała wrażenie, że w pewnym momencie jego anielska wręcz cierpliwość się skończy.
— Dlaczego za każdym razem mi to robisz, Michiru? — Mogła się spodziewać tego pytania. Wbiła paznokcie w dłonie, wertując zakamarki pamięci w poszukiwaniu sensownej odpowiedzi. Miała jednak w głowie pustkę, jakby obecność przyjaciela uniemożliwiała naciągane usprawiedliwienie się. — Dlaczego za każdym razem mnie od siebie za wszelką cenę odsuwasz? Zależy mi na tobie. Chcę ci pomóc. A ty mimo to… — głos mu drżał.
Chciała dotknąć dłoni chłopaka, pozostającej nadal w zasięgu jej wzroku, ale w ostatniej chwili zrezygnowała. Zbyt gwałtownie pokręciła głową, długie kosmyki musnęły jego umięśnione ramię. Przeklęła pustkę we własnej głowie — wiedziała, że musi coś powiedzieć, chciała zatrzymać tego niepoprawnego chłopaka przy sobie. Chciała mu po prostu oszczędzić tego widoku, wystarczająco dobrze w pamięć wrył się jego pełne niedowierzania i przerażenia spojrzenie, gdy wyciągnął ją z wody, jego drżące dłonie, zaciśnięte w wąską linię wargi.
— Może tobie po prostu nie zależy — chłodno skomentował jej milczenie. Przez chwilę zapomniała, jak się oddycha. Serce gwałtownie przyspieszyło pompowanie krwi. Patrzyła na niego szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami, gdy gorzko się roześmiał i nerwowo rozmasował kark. — Chyba muszę się przejść — oznajmił, nie otrzymawszy żadnej odpowiedzi. Wstał z łóżka i miał już wyjść, gdyby nie poczuł uścisku na nadgarstku. Jak na słabą Hanamiyę wydał się nienaturalnie silny. — Nie chcę ci zrobić krzywdy. Puść mnie, Michiru.
Wzięła głęboki oddech. Zdawała sobie sprawę, że gdyby teraz pozwoliła mu odejść bez żadnego wyjaśnienia, mogła nawet go stracić przez głupie nieporozumienie, a przynajmniej ich relacje nie byłyby już takie same.
— Najpierw mnie posłuchaj, proszę — wyszeptała z obawy, że przy nieco donioślejszym tonie puściłyby jej wszelkie hamulce. Ten cichy, błagalny wręcz głos sprawił, że Shuuzou usiadł z powrotem. Odetchnęła w duchu z niewysłowioną ulgą, chociaż jego spojrzenie pełne bólu nie przestało w nią uderzać. — To nieprawda. Zależy mi na tobie. Bardzo. Chcę być dla ciebie dobrą przyjaciółką, ale nie chcę cię przerażać. Jest we mnie wiele rzeczy, których się boję, których nie mogę przewidzieć. Szczególnie podczas terapii. Nie chcę, żebyś to oglądał.
Wysłuchiwał skleconych niezbyt umiejętnie jak niedoszłą olimpijkę języka japońskiego słów wyjaśnienia. Pogłębiająca się zmarszczka pomiędzy wąskimi brwiami nastolatka nie oznaczała jednak, że jakkolwiek go przekonały.
— Powiedziałaś, że mnie ufasz bardziej niż Imayoshiemu — przypomniał. — Więc dlaczego jemu na to pozwalasz?
— Sądzisz, że Shouichi kiedykolwiek pyta mnie o zdanie w tej kwestii? — Roześmiała się gorzko. Wypowiedzenie tych słów na głos sprawiło, że zdała sobie sprawę z paradoksalności tej sytuacji. Uważała lisiego okularnika za kogoś bliskiego, pomocnego, na swój pokręcony sposób troskliwego, lubiła go, ale traktował ją protekcjonalnie, a cele uzyskiwał za pomocą niezawodnej w tym przypadku manipulacji.
— Drań — stwierdził chłodno — ale ty nie protestujesz — zauważył bezlitośnie.
— Nie potrafię mu się przeciwstawić. Shouichiego nie sposób poskromić. Gdy pierwszy raz zobaczyłam go czekającego w gabinecie przed sesją, byłam w szoku. Nie powiedział mi, co planują z doktorem Miyazakim. Nie miałam nic do gadania. Nie chciałam tego. I skończyło się atakiem paniki. — Wbiła wzrok w zaciskane na pościeli palce. — Jeżeli nie miałam wyboru w tym przypadku, pozwól mi chociaż wybrać dla ciebie, Shuuzou. Pozwól mi tego tobie oszczędzić.
Cierpliwie czekała na reakcję. Uważnie patrzyła, jak Nijimura intensywnie zastanawia się nad wyjaśnieniem. Stopniowo twarz nastolatka zaczęła się rozpogadzać, znikał chłodny dystans, jaki wytworzył się między młodą literatką a byłym kapitanem Teikou.
— Nie ma niczego, co jest w stanie mnie w tobie przerazić, Michiru — oświadczył ze spokojem. Szczerość bijąca ze słów dziewczyny musiała go chociaż trochę przekonać o czystości intencji. Kąciki jego ust uniosły się lekko do góry. — Uwierz we mnie. — Potarł jej skórę na dłoni, którą kurczowo zaciskała na jego ręce. — Nie będę na ciebie naciskał. Nie jestem jak Imayoshi, ale chciałbym, żebyś to przemyślała — zakończył pojednawczo.
— Dziękuję za wyrozumiałość, Shuuzou. — Jej twarz rozjaśnił uśmiech, odetchnęła z ulgą. Rozluźniła uścisk palców i dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że przez przypadek podrapała bruneta. — P-przepraszam, n-nie chciałam… — wyjąkała. Miała już pospiesznie wycofać dłoń, ale Nijimura okazał się szybszy. Splótł ze sobą ich ręce, pokręcił głową.
— Nic się nie stało. Nic nie poczułem, więc nie musisz się martwić — zapewnił.
Czerwone ślady po ostro zakończonych paznokciach nie uspokoiły jednak nastolatki. W bolesny sposób wymusiła na przyjacielu pozostanie w szpitalnej sali i po raz pierwszy naprawdę dotarło do niej, że nie tylko to mogło go skrzywdzić. W arsenale przewinień były jeszcze niejednokrotnie powielanie nieodpowiedzialne zachowanie, wieloznaczne milczenie, zatajanie prawdy i pozornie nieszkodliwie kłamstwa. O ile wspólna relacja przynosiła ukojenie dla Michiru, o tyle musiała mieć ambiwalentny wydźwięk dla Shuuzou i wytrzymywał w tym układzie dzięki anielskiej wręcz cierpliwości.
W kącikach oczu zebrały się łzy. Ostatnio stanowczo za często płakała, ale uczucie bezsilności było silniejsze od samozaparcia czy pragnienia udowodnienia, że jest silna. Przy Nijimurze nie potrafiła jednak grać wystarczająco dobrze — rozbrajało ją to ciepłe spojrzenie, ten łagodny uśmiech, ten głęboki głos, od którego dźwięku przechodziły ją dreszcze.
Dotarło do niej, że nie zasługiwała na to wszystko — na tę dobroć, wyrozumiałość. Że Shuuzou równie dobrze mógłby zapomnieć o wszystkim i wrócić do Ameryki, ale z jakiegoś powodu to ją wybrał.
— Csi, nie płacz, Michiru — poprosił cicho z pełnym wyrozumiałości uśmiechem. Uspokajająco pogładził kciukiem kosteczki palców dziewczyny. Wierzchem dłoni nieporadnie starła spływające po policzkach słone krople. Słowa Nijimury zapobiegły kolejnemu wybuchowi, ale poczucie winy w duszy pozostało. W opinii Hanamiyi ten chłopak zasługiwał na więcej niż niezrównoważoną socjopatkę w roli przyjaciółki.

Następny dzień był ostatnim, który mógł spędzić w odwiedzinach u młodej literatki przed swoim wylotem do Stanów Zjednoczonych. Szedł do kliniki z głową wypełnioną sprzecznościami po nieprzespanej nocy, w dodatku w towarzystwie dwóch kubków termicznych z kawą oraz matki. Nijimura Hiroe uparła się, że koniecznie musi poznać „uroczą Hanamiyę” i po raz pierwszy osobiście podziękować za to, co zrobiła w gimnazjum. 
Kobieta ubrała się elegancko, włosy ściągnęła do tyłu gumką w staranny kucyk. Na rumianej twarzy malowało się skupienie, gdy zdecydowanie zapukała do sali numer cztery. Zupełnie nie pasowała do atmosfery szpitalnych korytarzy ze swoim energicznym krokiem, uważnym spojrzeniem i ciepłym głosem. Poważny wygląd burzyła plastikowa torba w drobnej ręce, w której znajdował się plastikowy pojemnik z domowymi wypiekami.
Odpowiedział słaby głos Michiru. Chłopak przepuścił rodzicielkę w progu, posyłając przyjaciółce przepraszające spojrzenie. Bez najmniejszego problemu dostrzegł jej uniesione w pytającym geście wąskie brwi, znaczącą zmarszczkę, lekko rozchylone wargi. Matka stanęła przed łóżkiem nastolatki i z szacunkiem obdarzanym powszechny autorytet się skłoniła.
— Nazywam się Nijimura Hiroe i jestem matką Shuuzou — przedstawiła się oficjalnie. — Jestem naprawdę wdzięczna za to, co panienka zrobiła dla mojego męża — przeszła do sedna sprawy. Brunetka spojrzała na starszą kobietę ze zdziwieniem, nie wiedząc jak odpowiednio zareagować. Skierowała błagalny wzrok w stronę przyjaciela. Chłopak uśmiechnął się tylko przepraszająco, jakby chciał jej w niemy sposób przekazać, że nie zaplanował biegu wydarzeń w taki sposób.
— Naprawdę pani nie musi dziękować w taki sposób — odpowiedziała nieśmiało po dłuższej chwili milczenia. — Niech się pani wyprostuje i usiądzie, proszę pani. To nie było nic wielkiego, naprawdę. I proszę, bez tych oficjalnych zwrotów, może mi pani mówić po imieniu, w końcu jest pani matką Shuuzou — dodała z pełnym zakłopotania uśmiechem. Próbowała brzmieć przekonująco, chociaż nie potrafiła ukryć zawstydzenia i powstrzymać lekkich rumieńców pojawiających się na policzkach.
Podszedł do kobiety i położył jej troskliwie rękę na ramieniu.
— Mamo, usiądźmy — szepnął z niebywałym szacunkiem. Hiroe wyprostowała się i z ciepłym uśmiechem, którym obdarzyła chorowitą nastolatkę, zajęła miejsce na krześle. Podejrzliwie spojrzała na syna, który bez pytania zajął miejsce na łóżku obok przyjaciółki i podał jej jeden z kubków termicznych. — Starałem się zrobić taką, żeby ci smakowała.
— Też kawa? —zdziwiła się.
— Ostatnio mi podeszła— usprawiedliwił się, unikając kontaktu wzrokowego z matką. Bez najmniejszego problemu potrafiłaby wyczuć nawet najmniejsze kłamstewko po samym spojrzeniu. W przypadku Hanamiyi nie musiał się o to martwić, nie była aż tak biegła w odczytywaniu jego wszystkich reakcji.
— Witamy po jasnej stronie mocy. — Roześmiała się perliście. Otworzyła pokrywkę, pewnie objęła naczynie drobnymi rękami i wzięła łyk. Oprócz mleka i gorzkiego smaku kawy, wyczuła słodycz syropu czekoladowego. — Jest bardzo dobra — przyznała.
— Tylko słucham uważnie tego, co mówisz — odpowiedział z łobuzerskim uśmiechem. No tak, przecież tylko raz wspomniała o smakowych kawach i incydentem z nietypowym podarunkiem o Makoto. Pokręciła głową z niedowierzaniem.
— Głupek — mruknęła z ledwo widocznymi rumieńcami na policzkach.
— Faktycznie, jesteś uroczą dziewczyną — stwierdziła w pewnym momencie Hiroe. Jej kąciki ust unosiły się do góry, podkreślając zmarszczki mimiczne. Nastolatkę zdziwiła ta bezpośredniość, to ciepło, jakie otrzymywała bezinteresownie od obcej kobiety. Policzki Hanamiyi stały się bardziej czerwone, z zakłopotania nie wiedziała, co wykrztusić w odpowiedzi.
— Mamo, nie zawstydzaj Michiru. — Shuuzou przyszedł z pomocą przyjaciółce. Jego głos przypominał ton zniecierpliwionego dziecka, któremu brakło atencji lub zabrano ulubioną zabawkę. 
— A co? Jesteś zazdrosny? Mojej matczynej miłości wystarczy dla wszystkich, synu — uznała bezkompromisowo. Westchnął, uniósł ręce w geście kapitulacji, stwierdzając, że nie warto wdawać się z rodzicielką w dyskusję. — Ja myślę, Shuuzou. Zawsze chciałam, żeby moje pierworodne dziecko było dziewczynką. To Akechi się uparł na chłopca — przekomarzała się dalej, tym razem z zadziornym uśmiechem.
— To było okrutne, mamo — jęknął cierpiętniczo.
Pierwsza część wypowiedzi szatynki dała Hanamiyi do myślenia. Nijimura Hiroe wydawała się dobrą matką — troszczyła się o męża, o mieszkające daleko dziecko, ba, nawet dla młodej literatki była miła, a sformułowanie „mojej matczynej miłości” spowodowało nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej. Sayuri nigdy nie była wzorem rodzica, w większości przypadków nie interesowała się córką, traktowała ją jako ozdobę, którą warto się pochwalić. Michiru nie pamiętała, by kiedykolwiek matka powiedziała szczerze, że ją kocha. Owszem, padały słowa pochwały czy aprobaty, ale dziewczyna czuła się jak rasowy piesek wystawiony na widok ludzi z wyższych sfer, gdzie w pierwszym rzędzie stali Hanamiya Shigeru i jego piękna żona. Irracjonalnie, więcej wsparcie dostała właśnie od tej obcej kobiety niż od osoby, która powinna być jej najbliższa.
— Coś się stało? — Z zamyślenia wyrwał ją głos chłopaka. Poczuła jego dłoń na swoich mocno zaciśniętych na kubku palcach. Uniosła wzrok znad naczynia i napotkała troskliwe spojrzenie szarych oczu. — Posmutniałaś.
— Nie, nic. Odpłynęłam trochę. — Jej usta wygięły się w wymuszonym uśmiechu. Spojrzała na Hiroe. Brew kobiety unosiła się w niemym pytaniu, ale nie odezwała się ani słowem, jakby uznała, że jej syn doskonale wiedział, co robi. Oboje najwidoczniej wyczuli niewinne kłamstewko i żadnemu z Nijimurów nie mogło się to podobać.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza. Przerwało ją niespodziewane otwarcie drzwi i jak na zawołanie w progu niczym burza pojawił się obiekt rozważań nastolatki. Hanamiya Sayuri miała jak zwykle nienagannie ułożoną fryzurę, czarujący uśmiech na idealnie zarysowanych ustach i radosne iskierki w ciemnoczerwonych oczach. Pewnym siebie krokiem weszła do szpitalnej sali — pomieszczenia, które zupełnie nie pasowało do jej energiczności — i niemal natychmiast zlokalizowała obiekt swojej wizyty. Klasnęła w dłonie niczym małe dziecko, które znalazło pod choinką wymarzony prezent.
— Jak pięknie się złożyło, że jesteście oboje — zaczęła z szerokim uśmiechem. Hiroe zmarszczyła brwi, jakby głośne zachowanie rudaski zupełnie jej nie pasowało. — Michin, skarbie, nie sądzisz, że twoja odmowa zmiany osoby biorącej udział w terapii jest okrutna? Byłabym za tym uroczym młodzieńcem. Po to przekonałam Shigeru, żeby go tu sprowadzić.
— Matko…
Wbrew woli młodej Hanamiyi jej głos był przesiąknięty strachem i wpojonym od dzieciństwa szacunkiem. Pierwszy raz od pamiętnego spotkania w restauracji widziała rodzicielkę — ona, w przeciwieństwie do ojca nie pofatygowała się, by ją odwiedzić, jakby uznawała, że szczątkowo zainteresowanie przejawiane w rozmowach z lekarzem wystarczało.
— To decyzja Michiru, nie pani. Powinna ją pani uszanować tak, jak zrobiłem to ja.
Kątem oka obserwując skonsternowaną przyjaciółkę, przejął inicjatywę. Gdyby nie nakrył ręką jej własnych, które zaczęły się niekontrolowanie trząść, pewnie wypuściłaby z uścisku kubek i rozlała kawę na pościeli.
— Ależ, chłopcze — pełnym gracji ruchem dłoni odgarnęła włosy — to ja wiem, co dla mojego dziecka najlepsze i wątpię, żeby miała prawo odmówić.
— „Nie miała prawa odmówić”? — Niespodziewanie z krzesła podniosła się Hiroe. Spojrzeniem spiorunowała redaktorkę magazynu modowego. — Teraz już wszystko rozumiem. Chyba musimy sobie porozmawiać jak matka z matką, pani Hanamiyo. Cholernie wkurwia mnie, gdy paniusie takie jak pani zgrywają przykład matki, a gówno wiedzą najwidoczniej o rodzicielstwie — rzuciła ostro, nie przejmując się obecnością własnego dziecka.
— A pani to…? — Dopiero teraz Sayuri zwróciła uwagę na niepozornego drugiego gościa córki.
— Nijimura Hiroe. Jestem matką Shuuzou i bardzo nie podoba mi się, jak przedmiotowo pani traktuje mojego syna. Ale jeszcze bardziej mi się nie podoba, jak pani odnosi się do swojej córki — wyjaśniła tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Młoda literatka spojrzała z niedowierzaniem na przyjaciela, ale ten tylko pokręcił głową. Sam miał usta zaciśnięte w wąską linię, najprawdopodobniej podzielał odczucia rodzicielki i stuprocentowo popierał jej niecodzienne zachowanie.
— Uważa mnie pani za złą matkę? — Idealnie wyregulowane brwi Sayuri się zmarszczyły. 
— A czy pani kiedykolwiek powiedziała, że ją kocha? Trudno mi w to uwierzyć.
— Nie uważam, by to było potrzebne — odpowiedziała Hanamiya chłodno, wprawiając rozmówczynię w stan prawdziwej furii.
Kto by pomyślał, że po raz pierwszy w jej obronie przed jej własnymi rodzicami staną Nijimurowie? Najpierw ojciec Shuuzou rozmówił się z jej ojcem, teraz Hiroe bezkompromisowo atakowała matkę. Miała ochotę płakać z wdzięczności, ale również i z żalu, załamana swoim położeniem. Ukryła twarz za kaskadami czarnych włosów, zagryzła wargi aż do krwi. Jeżeli nie obchodziła ludzi, którzy dali jej życie, czy lepiej by nie było w takim przypadku, gdyby się nigdy nie urodziła?
— Mamo. — Jak przez mgłę usłyszała głos przyjaciela.
— Wiem — odpowiedziała szybko synowi. — Idziemy na spacer, pani Hanamiyo. Mamy naprawdę dużo do przegadania.
Dźwięk zamykanych drzwi oznaczał, że kobiety wyszły z pomieszczenia. Brunetka nadal siedziała bez ruchu. Czuła się upokorzona słowami rodzicielki, które w pełnym brzmieniu bolały bardziej niż świadomość stanu rzeczy, kreowana w umyśle nastolatki od najmłodszych lat. Po raz pierwszy zdała sobie sprawę, że bez swoich osiągnięć, schorowana i przerażona tak prosta interakcją jak dotyk, była niepotrzebna. Niepotrzebna ojcu, matce. I po raz pierwszy żałowała, że jej próba samobójcza się nie powiodła.
— Nawet nie próbuj myśleć o sobie źle.
Mimo przygany w głosie, Nijimura brzmiał niezwykle delikatnie. Od początku miał w sobie wiele wyrozumiałości i łagodności, ale tym razem było w tym coś jeszcze, czego Hanamiya nie potrafiła jednoznacznie sklasyfikować. Ale tylko ten ton i uścisk dłoni sprawiły, że całkowicie się nie załamała.
Zauważyła, że zabrał kubek z jej rąk i ukrył gdzieś poza bardzo ograniczonym przez włosy polem widzenia. Wplótł palce w jej włosy tuż przy uchu, zaczął monotonnym ruchem je przeczesywać. Obecność chłopaka sprawiła, że powoli zaczęła odzyskiwać równowagę
— Czy jeżeli — zaczęła ostrożnie — czy jeżeli bym umarła wtedy, to czy to by kogokolwiek zajęło chociaż przez chwilę? — zapytała niespodziewanie. Powoli uniosła głowę, zauważyła twarz nastolatka tuż nad swoją i gdyby to nie był Shuuzou, pewnie odskoczyłaby jak oparzona wrzątkiem. Między wąskimi brwiami chłopaka dostrzegła niewielką zmarszczkę świadczącą o niezadowoleniu.
Niespodziewanie nachylił się, odgarnął włosy za ucho. Atak paniki powstrzymała tylko dzięki świadomości, że przecież Nijimura nie mógł zrobić jej krzywdy. Mimo to zacisnęła mocno powieki, wstrzymała powietrze, gdy poczuła ciepły oddech przyjaciela przy swoim uchu. Wzdłuż kręgosłupa przeszedł ją dreszcz. Nie rozumiała tylko, dlaczego zaczęły szczypać ją policzki, jakby pojawiły się tam rumieńce.
— Michiru. To, że nie obchodzisz swoich rodziców, nie znaczy, że nikomu na ciebie nie zależy. Mnie jesteś potrzebna.
Ciche słowa zażegnały wszelkie wątpliwości. Uścisk z klatki piersiowej zniknął, zastąpiony przez dziwny spokój przypominający dawno utracone poczucie bezpieczeństwa. Chciała coś powiedzieć, przeprosić za krzywdzące pytanie, ale nie zdążyła. Muśnięcie ciepłych warg chłopaka tuż przy linii włosów skutecznie odebrało jej mowę.