Rozdział Osiemnasty "Manifest"

Tytuł: "Poza kontrolą" Rozdział Osiemnasty "Manifest"
Fandom: Kuroko no Basket

— Hanamiya?
Udawała, że nie słyszy Nijimury, tylko przyspieszyła kroku. Miała na tyle nieszczęście, że na korytarzu nie znajdowało się wielu uczniów. Odkąd nastały chłodniejsze dni, preferowali spędzanie długich przerw w ogrzewanych salach, ciesząc się wspólnym posiłkiem. Michiru szybko jadła drugie śniadanie, zanim Aomine czy Momoi zdążyli wparować do sali i porwać ją ze sobą, po czym wychodziła, by rzekomo załatwiać sprawy związane z klubem literackim.
„Nawet nie myśl, by się wtrącać lub komukolwiek o tym powiedzieć.”
Słowa Seijuurou nadal obijały się echem w głowie dziewczyny, szczególnie, gdy na horyzoncie pojawiał się starszoklasista. Za wszelką cenę starała się z nim nie rozmawiać, pozostawać głucha na powitania i wołania. I musiała przyznać, że szło jej całkiem nieźle, aż do tego momentu.
Shuuzou bez najmniejszego problemu dogonił ją, położył rękę na ramieniu i zapytał:
— Wszystko w porządku, Hanamiya? Ostatnio jesteś taka… — nie dokończył, bo Michiru gwałtownie odwróciła się w jego stronę, ogarniając spojrzeniem otoczenie. W zasięgu wzroku nie zauważyła żadnego członka drużyny koszykarskiej. W myślach odetchnęła z ulgą, zadarła głowę, by móc spojrzeć nastolatkowi w oczy.
To ja powinnam zapytać, czy u ciebie wszystko w porządku, skarciła się w myślach.
Nijimura wyglądał jedynie na trochę zmartwionego. Nic dziwnego, skoro Michiru tak perfidnie go ignorowała. Zdjął dłoń z barku brunetki, kiedy tylko dostrzegł wahanie w jej wyrazie twarzy. Dziewczyna zagryzła dolną wargę, po chwili ostatecznie chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą.
— Chodź — rzuciła krótko.
Starała się nie zwracać uwagi na spojrzenia innych uczniów, głównie starszoklasistów. W milczeniu prowadziła Shuuzou przez znajome korytarze szkoły, nie wiedząc właściwie, dokąd chciała dotrzeć. Nijimura nie zadał żadnego pytania, dopóki dziewczyna nie przystanęła gwałtownie i nie zacisnęła dłoni w pięści. Wbiła wzrok w podłogę.
Rozejrzał się po korytarzu. Michiru nieświadomie zaciągnęła go do piwnicy. Przez wąskie okna przedostawały się słabe promienie słonecznego światła. W smugach tańczył kurz, zapełniając opustoszałe pomieszczenie. Jeżeli kiedykolwiek ktoś tutaj sprzątał, nie działo się to zbyt często.
— Hanamiya? — zapytał, przerywając w końcu ciszę. Dziewczyna drgnęła, obróciła się gwałtownie o sto osiemdziesiąt stopni, uderzając końcem warkocza ramię koszykarza. Zachwiała się, na chwilę tracąc równowagę, ale nim zdążyła upaść, odzyskała rezon. Nijimura ściągnął pytająco wąskie brwi, między którymi pojawiły się dwie bruzdy. Zawahała się, przełykając głośno ślinę.
A pieprzyć Seijuurou, pomyślała. 
Shuuzou — powiedziała z rozpędu, zapominając o zachowaniu uprzejmości — przepraszam, że byłam tak zapatrzona w siebie — rzuciła na jednym wydechu. Podniosła wzrok ze swoich stóp na nastolatka. Wyglądał na zdezorientowanego i zakłopotanego. — Ja… słyszałam twoją rozmowę z trenerem. Powinnam była coś zauważyć. Przepraszam, Nijimura.
Wpatrywała się w niego z szeroko otwartymi oczami, oddychając ciężko. Nie krył zdziwienia zachowaniem pierwszoklasistki, ostrożnie położył jej dłonie na ramionach. Nie widząc oporu, przyciągnął dziewczynę do siebie i przytulił. W pierwszym odruchu miała ochotę się odsunąć, ale ostatecznie objęła chłopaka w pasie. Była prawie o głowę o niego niższa, więc oparła policzek o umięśnione ramię.
— Nie przepraszaj, Hana…
— Michiru wystarczy — wtrąciła niespodziewanie.
— No, dobrze, Michiru — powiedział z lekkim uśmiechem. — Nie przepraszaj — powtórzył. — Przepraszam, że dowiedziałaś się w taki sposób. W końcu się przyjaźnimy.
To nie tak powinno być, zauważyła. To ona powinna go pocieszać, nie on ją. Stan pana Nijimury musiał być bardzo ciężki, skoro jego syn zdecydował się porzucić koszykówkę. Dopiero po chwili zorientowała się, że zacisnęła kurczowo dłonie na marynarce nastolatka.
— Twój ojciec — zaczęła, zbierając nieporadnie myśli — na co właściwie choruje?
Shuuzou widocznie nie spodziewał się tego pytania, bo lekko zadrżał. Odsunął się od nastolatki, pozostawiając jednak dłonie na jej ramionach, jakby bał się, że w mgnieniu oka odwróci się na pięcie i ucieknie.
— Nikt nie jest w stanie postawić rozsądnej diagnozy — powiedział, nie patrząc pierwszoklasistce w oczy. Zacisnął usta w wąską linię i spuścił wzrok. Michiru chyba po raz pierwszy widziała go w takim stanie. Nawet po przegranym meczu, nawet gdy nie przygotował się do egzaminów tak, jakby chciał, nigdy nie zachowywał się w taki sposób. Pocieszająco nakryła jego lewą dłoń swoją prawą i spróbowała się uśmiechnąć, ale mogłaby się założyć, że wyszedł z tego jedynie wymuszony grymas.
Przed oczami stanęło jej surowe oblicze ojca w lekarskim kitlu, ze stetoskopem przewieszonym przez szyję. Ojciec, pomyślała, chociaż na samo wspomnienie przeszedł ją dreszcz. Jeśli ktokolwiek, kogo znała, mógłby pomóc panu Nijimurze, mógł to być tylko nieustępliwy Hanamiya Shigeru. Jedno musiała przyznać — może i nie zajmował się nią tak, jakby sobie wymarzyła, ale lekarzem był świetnym.
— Wiem — powiedziała, nim zdążyła pomyśleć. Drugoklasista zmarszczył pytająco brwi. — Muszę z kimś porozmawiać. Może będzie w stanie ci pomóc.
— Dziękuję, Michiru.
Po raz pierwszy od rozpoczęcia rozmowy na ustach Nijimury pojawił się charakterystyczny łagodny uśmiech. Michiru poczuła, jak z ramion zdjął kto jej ciężar, który nosiła od czasu „dyskusji” z Akashim, podczas której równolatek de facto jej groził. Teraz już jej nie obchodziła reakcja Seijuurou, musiała psychicznie się przygotować do rozmowy z ojcem. Powinna była postąpić już tak dawno temu.
— Nie masz za co, naprawdę — zapewniła.

Nie spodziewała się, że rozmowa mogła być aż tak trudna. 
Wróciła do domu wyjątkowo punktualnie, napisała wiadomość ojcu, że chciałaby zjeść z nim kolację. Kilka dni wcześniej Sayuri wyleciała do Hiszpanii i nie zapowiadało się, by wróciła w przeciągu najbliższego tygodnia. Shigeru odpisał, że powinien wrócić około dwudziestej.
Najgorsze było czekanie. Próbowała zająć się czymkolwiek, ale nie potrafiła skupić się na nauce czy czytaniu książki, a na oglądanie seriali nie miała najmniejszej ochoty. Próbowała przelać buzujące w niej uczucia na papier, pisząc opowiadanie, ale miała zbyt duży mętlik w głowie. Po raz pierwszy od dawna ona, wychowywana na dumną i pewną siebie, Hanamiya Michiru poczuła się zagubiona i bezsilna.
Ojciec wrócił punktualnie. Zjedli kolację przygotowaną przez Michiru, nie odzywając się niemal w ogóle. Dopiero gdy kończyli, dziewczyna postanowiła podjąć rozmowę. Zacisnęła palce na sztućcach, próbując uspokoić drżenie rąk. W przypływie odwagi zaczęła, może zbyt głośnym i piskliwym głosem:
— Ojcze, bo ja…
— Czekałem na to — przyznał, przerywając jej. Sięgnął po kieliszek czerwonego wina, upił niewielki łyk. Oblizał subtelnie usta, podnosząc wzrok znad talerza. Zmierzył córkę chłodnym spojrzeniem. — Niecodziennie zaszczycasz mnie swoją obecnością przy kolacji, a jeszcze rzadziej sama to proponujesz. — Zmrużył oczy. — Wyprostuj się, dziecko — upomniał ją. — Jesteś moją córką, krwią z mojej krwi. Hanamiya się nie boi. Nawet ten bękart mojego brata o tym pamięta.
Bez słowa sprzeciwu spełniła polecenie Shigeru, co wywołało pełen satysfakcji uśmiech na ustach mężczyzny.
— Więc co cię trapi, moje dziecko? — zapytał, podpierając policzek lekko ugiętą ręką. Nastolatka przełknęła ślinę, próbując nie uciec przed kontaktem wzrokowym z ojcem. Miała wrażenie, że Shigeru chciał ją złamać, wystawiał na kolejną próbę, sprawdzał, czy Michiru, wychowywana w dyscyplinie i swego rodzaju strachu przed ojcem, będzie na tyle odważna, by nie odwrócić spojrzenia. Czy będzie na tyle godna, by on, Hanamiya Shigeru, spełnił jej prośbę. Czy tym razem sprosta oczekiwaniom.
Sprostała.
W myślach policzyła do dziesięciu. Powoli odłożyła sztućce, starannie ułożyła dłonie przed sobą, jedna na drugiej. Im dłużej patrzyła na ojca, tym mniejszy strach zaczynała odczuwać. Wzięła głęboki oddech i przypominając sobie treść przysięgi lekarskiej, którą przecież Hanamiya również musiał złożyć, nie mogła się nie uspokoić. 
— Kondycja zdrowotna ojca mojego przyjaciela jest bardzo zła — powiedziała na jednym wdechu — i prosiłabym cię, byś spróbował mu pomóc.
Głos jej nie zadrżał. Poczuła niesamowitą dumę, gdy Shigeru uniósł brwi w geście zainteresowania, odsunął od siebie kieliszek z winem. A potem najzwyczajniej w świecie się roześmiał. Michiru otworzyła szeroko oczy z niedowierzania, rozchyliła usta. Cała powaga wyparowała jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Widząc minę córki, Hanamiya przestał i skinął dłonią w uspokajającym geście.
— Nie, nie. To nie jest moja odpowiedź. Po prostu jeszcze nigdy nie widziałem cię tak zaaferowanej. I to jeszcze czyjąś ludzką krzywdą! To zbyt zabawne, biorąc pod uwagę jak z Sayuri cię wychowaliśmy — wyjaśnił. Po chwili jednak ponownie przyjął swoją maskę obojętności i chłodu. — Powiedz mi, Michiru, jak myślisz, ilu pacjentów również czeka na pomoc lekarską i nie ma takiego ojca jak ty?
— Na pewno wielu — odpowiedziała z rozwagą, odzyskując rezon. — Ale ja…
— Nie ma to nic wspólnego z tobą, dziecko. Pomogę temu mężczyźnie dlatego, że jestem lekarzem i to mój obowiązek. — Shigeru wstał i sięgnął po kalendarz, który jakimś cudem znalazł się w jadalni. Odkąd dziewczyna pamiętała, ojciec korzystał z organizerów jednej firmy, zawsze oprawionych w stylową czarną skórę. Ten nie był wyjątkiem.
Hanamiya przerzucił kilka kartek, stuknął parę raz, jakby namyślając się, czy w tym dniu nie miałby za dużo pacjentów.
— Za trzy dni o dwudziestej w moim szpitalnym gabinecie. Niech ma ze sobą wszystkie wyniki. Zobaczymy, czy dam radę mu pomóc — postanowił.
Otworzyła oczy z niedowierzania. Ojciec naprawdę chciał jej pomóc. Miała ochotę go wyściskać i wycałować, jak nigdy dotąd. Cały strach narastający w niej latami prysnął, ustępując na ten jeden moment miejsca wdzięczności.
— Ojcze, ja… — zaczęła, ale Shigeru nie pozwolił jej dokończyć.
— Liczę tylko na to, że spełnisz moje oczekiwania, Hanamiyo Michiru — przypomniał utartą już formułkę.

Następnego dnia szła do szkoły szczęśliwa jak nigdy dotąd. Nawet Satsuki i Daiki zauważyli, że coś się zmieniło w zachowaniu przyjaciółki, czego nie można się było spodziewać, biorąc pod uwagę, że to w końcu była Michiru — osoba, dla której nowy dzień w szkole wiązał się z dwiema największymi wyzwaniami w jej życiu: spełnianiem oczekiwań surowego ojca i rywalizacją z Akashim Seijuurou.
Przemilczeli jednak tę kwestię.
Na długiej przerwie podeszła do klasy Nijimury, aby wręczyć mu kartkę z godziną i miejscem wizyty. Ten jeden raz nie przejmowała się zachowaniem pozorów, więc nie poprosiła Shuuzou na stronę, I po raz kolejny nazwała go na głos po imieniu. Zaskoczył ją prośbą o pomoc w odnalezieniu się w szpitalu. Zgodziła się im towarzyszyć.
Zdenerwowana, czekała na nich przed szpitalem, przestępując z nogi na nogę. Dzień był chłodny, a dodatku wiał zimny wiatr, więc przed wyjściem z domu szczelnie opatuliła się czerwonym flauszowym płaszczem i okręciła szyję czarnym wełnianym szalikiem. Czekając na Nijimurów, pomyślała, że mogła założyć jeszcze rękawiczki, bo dłonie zdążyły jej się zaczerwienić z zimna. Już z daleka zauważyła wysokiego nastolatka i drugą postać, o wiele niższą i szczuplejszą od pierwszej. Cierpliwie zaczekała, a gdy tylko w świetle lamp zobaczyła starszego mężczyznę, w o wiele za dużym płaszczu, z grubą teczką pod pachą, skłoniła się uprzejmie.
— Nazywam się Hanamiya Michiru. Shuuzou poprosił, bym was zaprowadziła do gabinetu ojca. Miło mi pana poznać — wyrzuciła na jednym wydechu, zaciskając pięści ze zdenerwawania.
Usłyszała nerwowy śmiech. Zaskoczona, podniosła wzrok. Pan Nijimura miał nieco zachrypnięty głos. Mimo stostunkowo młodego wieku, wokół oczu i ust pojawiły się głębokie zmarszczki. Miał te same oczy co jego syn, ale poza tym w niczym siebie nie przypominali i Michiru nigdy by nie powiedziała, że stali przed nią członkowie bliskiej rodziny.
— Jestem ojcem Shuuzou. Dużo o tobie opowiadał, ale nie sądziłem, że jesteś tak uroczą młodą damą, panienko Hanamiyo — powiedział z zakłopotaniem. Michiru nie wiedziała, co odpowiedzieć, spojrzała błagalnie na kolegę ze szkoły. Nastolatek tylko uśmiechnął się do niej ciepło.
— Może wejdźmy do środka — zaproponował. — Pewnie zmarzłaś.
Skinęła głową.
Znała oddział pulmonologii w prywatnej tokijskiej klinice medycznej lepiej niż włąsną kieszeń. Uprzejmie przywitała się z recepcjonistką. Kobieta pracowała w placówce, odkąd Michiru pamiętała, dlatego kojarzyła jedyną córkę doktora Hanamiyi. Obdarzyła ją promiennym, służbowym uśmiechem, słowem nie komentując nadzwyczajnego towarzystwa gimnazjalistki. 
W ciszy prowadziła przez znajome korytarze, aż zatrzymała się przed gabinetem ojca. Przełknęła ślinę, zerknęła na zegarek. Za pięć dwudziesta. Dopiero teraz ośmieliła się podnieść wzrok na Nijimurę i jego ojca. W oczach starsego pana widziała nadzieję, Shuuzou patrzył na Michiru z wdzięcznością. Do Michiru dopiero wtedy dotarło, jak wiele ta wizyta mogła znaczyć dla nich obu.
— Shuuzou, wejdę sam. Poczekaj tu na mnie — powiedział synowi, bez wahania pukając do gabinetu pana Hanamiyi.
— Tato… — Zza drzwi rozbrzmiało dobitne „proszę”.
— Będzie dobrze, synu — powiedział pocieszająco i chwilę później nastolatkowie zostali na korytarzu sami. 
Nijimura zdjął kurtkę, powiesił ją na stojącym wieszaku i usiadł ławce przed gabinetem. Miał poważny wyraz twarzy, oparł przedramiona na kolanach. Spojrzał na Hanamiyę, jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z jej obecności. Wyglądała, jakby nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić.
— Poczekasz ze mną? — zaproponował.
Skinęła z wahaniem głową, ściągnęła płaszcz i odwiesiła na właściwe miejsce. Z wahaniem usiadła obok chłopaka. W głowie kotłowały jej się myśli na temat ojca Nijimury i jego stanu zdrowia, postawy Shuuzou — jego dojrzałości przejawiającej się w tym, że chciał przede wszystkim pomóc schrorowanemu członkowi rodziny, nawet kosztem swojej kariery sportowej. Nawet kosztem swoich marzeń. 
Spojrzała na dłonie starszoklasisty. Lekko drżały ze zdenerwowania, co było naturalne w tak stresującej sytuacji. Michiru czuła, że powinna się zebrać w sobie i spróbować pocieszyć chłopaka. Nieśmiało położyła rękę na jednej Nijimury.
— Shuuzou… — szepnęła.
Brunet splótł swoje palce z palcami dziewczyny. Miał silny uścisk, może nieco zbyt silny, biorąc pod uwagę niekontrolowane drżenie rąk. Michiru zarumieniła się lekko, nie spodziewając się takiej reakcji. Wolną ręką pogładziła nastolatka po bliższym jej ramieniu. 
Nijimura miał na sobie proste ciemne dżinsy i bluzę dresową z podciągniętymi do połowy rękawami. Włosy ułożył starannie, może aż nazbyt. Michiru przeszło przez myśl, że może dokładnością próbował rozładować napięcie. Nic dziwnego, to był ważny dzień dla Shuuzou i paradoksalnie Hanamiya również stała się jego częścią.
Chciała coś powiedzieć, by przerwać krępującą ciszę, ale każde zdanie, które układała w głowie, brzmiało jak truizm. By o tym nie myśleć, utkwiła wzrok w ich splecionych palcach. Mimo młodego wieku Shuuzou miał już duże męskie dłonie z gdzieniegdzie wyraźnie widocznymi jasnobłękitnymi żyłami. W porównianiu do jego ręce Michiru były mniejsze i nieco pulchne. Nic dziwnego, skoro nigdy nie była typem sportowca, nie lubiła zajęć wychowania fizycznego, a od biegania wolała książki.
— Przepraszam — powiedział, wyrywając dziewczynę z zamyślenia. Rozluźnił uścisk, wyplątał palce z palców nastolatki. Zaskoczona, spojrzała na drugoklasistę. W szarych oczach Shuuzou zobaczyła skruchę i poczucie winy. Jego usta rozszerzyły się w geście wymuszonego uśmiechu. Hanamiya rozszerzyła oczy ze zdziwienia (przecież Shuuzou nie zrobił nic nietaktownego!), pokręciła gwałtownie głową, wprawiając w ruch rozpuszczone czarne kosmyki.
— Nie masz za co — zaoponowała. Nijimura zakrył twarz dłońmi i potarł skórę. Dopiero teraz Michiru mogła poznać drugie oblicze nastolatka. Z opanowanego, uprzejmego młodzieńca zmienił się w strapionego, obciążonego problemami rodzinnymi, nieco zagubionego. 
Przygryzła wargę. Nigdy nie była dobra w pocieszaniu ludzi, to zwykle ją ktoś próbował rozweselić — zwykle Satsuki albo Daiki. Teraz Michiru czuła się bezradna jak małe dziecko, które dopiero uczyło się chodzić — jakby każdy nieostrożny krok mógł zakończyć się bolesnym upadkiem.
— Shuuzou — zaczęła łagodnie, zastanawiając się poważnie nad kolejnymi słowami — każdy ma prawo do chwili słabości. Ty również — podkreśliła. Przez chwilę myślała, że powiedziała coś nietaktowego, bo Nijimura nijak zareagował na jej słowa. Odsunął jednak dłonie od twarzy i posłał jej wymuszony uśmiech. 
Szybciej go objęła, niż się nad tym zastanowiła. Gdy to do niej dotarło, nie wiedziała, czy ma bardziej ochotę na schowanie się w szafie czy zapadnięcie pod ziemię. Zrezygnowała jednak z dziecinnych pomysłów, gdy poczuła smukłe palce Nijimurę obejmującego jej talię. Michiru odruchowo przysunęła się do nastolatka, Shuuzou wtulił policzek w jej bark.
— Przepraszam. — Usłyszała po chwili. Poczuła, jak policzki zaczynają ją szczypać z podenerwowania. Pokręciła gwałtownie głową, wprawiając w ruch kosmyki czarnych włosów.
— Obiecałam, że ci pomogę — przypomniała, przytulając starszoklasistę mocniej, jakby chciała naprawdę zrobić coś dla kogoś innego, używając wszystkich środków, jakie miała do dyspozycji. 
— Nie powinienem…
— Csi — szepnęła. — Za późno, by się wycofać. Wszystko będzie dobrze.
Nie wiedziała, czy te ostatnie słowa były skierowane do niej, czy do niego. Zastanawiała się, czy aby nie zaangażowała się zbyt emocjonalnie w sprawy Nijimurów. Z drugiej strony, w głowie gdzieś obijało się nazwisko Akashiego, który tylko czekał, by móc po raz kolejny zamanifestować swoją wyższość.
Ale tym razem Michiru manifestowała coś więcej niż tylko chęć pokonania silniejszego przeciwnika.

Akashi dowiedział się o wiele szybciej, niż się spodziewała. Następnego dnia po lekcjach, gdy szła po schodach z plikiem ciężkich kserówek do olimpiady, Seijuurou bez ostrzeżenia chwycił ją mocno za ramię i obrócił w swoją stronę. Zaskoczona Michiru upuściła plik kartek i szeroko otwartymi oczami spojrzała na Seijuurou. Rudzielec miał twarz ściągniętą w poważnym wyrazie, usta zaciśnięte tak mocno, że tworzyły niemal niewidoczną linię. Michiru odruchowo cofnęła się, natrafiąc na zimną ścianę.
— Seijuurou — zdołała wykrztusić, nim chłopak nie odciął jej wszystkich drog ucieczki. Hanamiya przełknęła ślinę. Świdrujący wzrok Akashiego wywoływał dreszcze, a Michiru obawiała się tym bardziej, że doskonale znała syna przyjaciela ojca i wiedziała, do czego ten byłby skłonny, by dokładnie dostać swoje.
— Ostrzegałem cię, Michiru — przypomniał chłodno, patrząc z wyższością na brunetkę. Nerwowym ruchem odgarnęła kosmyk włosów, który wysunął się z luźno zaplecionego warkocza. W jego ustach jej imię zabrzmiało jak najgorsza z obelg.
— Nie wiem, o czym mó… — próbowała się bronić, ale najwidoczniej na marne.
— Nijimura Shuuzou — zaakcentował, przerywając wypowiedź koleżanki. — Radziłbym ci jeszcze raz przemyśleć swoje postępowanie, Michiru. Jeżeli nie, inaczej się z tobą rozprawię. A, gdybyś mogła, sympatycznie by było, gdybyś nie zbliżała się do żadnego z członków klubu koszykarskiego. Czy wyraziłem się jasno? — zapytał tonem nieznoszącym sprzeciwu. Hanamiyi w tym momencie tak przypominał Shigeru, że nie mogła nie pokiwać głową. 
Akashi uśmiechnął się łagodnie, jakby zadowolony z uzyskanych rezultatów. W jego oczach jednak dostrzegła przeżarający chłód. Chłopak jak gdyby nigdy nic schylił się, pozbierał rozsypane kartki i wcisnął koleżance w drżące dłonie.
— Miłego dnia, Michiru. Powodzenia na kółku literackim — powiedział na odchodne, dając jej do zrozumienia, by trzymała się swojego terytorium, a na jego, Akashiego Seijuurou, nawet nie próbowała wkraczać.
Gdy tylko zniknął za rogiem, osunęła się z bezsilności po ścianie, oddychając szybko i ściskając kserówki. Upadła,  uderzając boleśnie o podłogę. W głowie miała jeden wielki mętlik. Widocznie nie tylko dla niej sprawa Nijimury była ważniejsza. Akashiemu naprawdę się nie podobała i Michiru jeszcze nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo.
____________________________
Nie pamiętam, gdy ostatnio tu byłam. Pisanie zupełnie straciło dla mnie przez jakieś czas wartość dodaną, zajęłam się zupełnie innym typem hobby, jednak zainspirowana pewną rozmową, postanowiłam coś nabazgrać więcej. Więc przepraszam za prawie roczną nieobecność.
Na razie postaram się wrócić tylko do "Poza kontrolą". Reszty nie będę rozgrzebywała, chyba że "Grzechy", które wypadałoby wreszcie zakończyć.